Na salę operacyjną przywieziono nową pacjentkę w stanie krytycznym i bez przytomności, ale gdy tylko lekarz spojrzał na nią, natychmiast nakazał wezwać policję.
Dziewczynę wniesiono na noszach w pośpiechu, tak że kółka żałośnie zaskrzypiały po podłodze. Miała około dwudziestu pięciu lat, była nieprzytomna, skóra blada, włosy splątane. Monitor jednostajnie pikał, odliczając sekundy.
— Pacjent w trybie pilnym! — zameldowała głośno pielęgniarka. — Uraz głowy. Mąż twierdzi, że spadła, gdy myła okna.

Ordynator chirurgii był już przygotowany: założył sterylny fartuch, dokładnie umył ręce i szybkim krokiem wszedł na salę. Wiedział, że każda minuta decyduje o wyniku. Na stole leżała dziewczyna, w stanie krytycznym. Jeśli nie rozpoczną operacji natychmiast — będzie za późno.
Nachylił się, by przyjrzeć się pacjentce. Nagle gwałtownie się wyprostował i niemal krzyknął:
— Natychmiast wezwać policję!
Pielęgniarka zamarła zaskoczona:
— Przepraszam… policję? Teraz? Po co?..
— Natychmiast!
Pielęgniarka wybiegła z sali, a lekarz w tym czasie wpatrywał się w dziewczynę — a raczej w coś niepokojącego…

Jego wzrok przykuł szczegół, którego nikt inny nie mógł zauważyć. Pod warstwą zakrzepłej krwi krył się równy krwiak — zbyt regularny, by powstać w wyniku upadku.
To był wyraźny ślad uderzenia tępym przedmiotem.
Chirurg ostrożnie obejrzał inne partie ciała. Na przedramionach — charakterystyczne zadrapania, jakby dziewczyna się broniła. Na łopatce — stary żółty siniak, co oznaczało, że to nie pierwszy raz. Obraz układał się w całość zbyt szybko.
Gwałtownie się wyprostował i stanowczym tonem powiedział:
— To nie był upadek. To cios. Kilka urazów w różnym stadium. Mąż powinien zostać zatrzymany.
Pielęgniarka, zrozumiawszy powagę sytuacji, wybiegła na korytarz. Na sali zostali tylko ci, którzy walczyli o życie dziewczyny. Chirurg wydał polecenia:
— Utrzymywać ciśnienie! Anestezja — gotowa. Zaczynamy!

Tymczasem za drzwiami pojawili się już policjanci. Mąż, który przywiózł żonę, powtarzał w kółko tę samą historię: „Poślizgnęła się, myła okna”.
Ale na jego rękach znaleziono świeże ślady, a ekspertyza później potwierdziła: obrażenia nie odpowiadały upadkowi. Został zatrzymany prosto w szpitalu.
Operacja trwała kilka godzin. Udało się uratować życie dziewczyny, choć skutki były ciężkie — po urazie całkowicie straciła słuch. Ale najważniejsze było to, że przeżyła.