Aby uratować chorą babcię, 22-letnia dziewczyna wyszła za mąż za mężczyznę starszego od niej o 40 lat, lecz w pierwszą noc poślubną, bardzo bojąc się męża, udawała, że śpi.
A rano, gdy się obudziła, dziewczynę ogarnął strach na myśl o tym, co starzec zrobił z nią w nocy…

Młoda dziewczyna dorastała w biedzie. Dom na obrzeżach miasta był stary, pieniędzy ciągle brakowało. Rodziców prawie nie pamiętała — wychowywała ją chora babcia, która z każdym rokiem coraz częściej potrzebowała leków i pomocy.
Po ukończeniu szkoły dziewczyna od razu poszła do pracy. Dwanaście godzin przy maszynie, zimne jedzenie z pojemników, wynajmowane pokoje z cienkimi ścianami i nieustanne poczucie zmęczenia stały się jej codziennością. Przestała marzyć, bo marzenia niczego nie zmieniały.
Bogaty starzec pojawił się w jej życiu przypadkiem. Był wdowcem, starszym od niej niemal o 40 lat.
Mówiono o nim, że ma pieniądze i domy oraz że jest przyzwyczajony do rozwiązywania wszystkiego bez zbędnych słów. Nie obiecywał miłości ani nie wykonywał pięknych gestów. Po prostu powiedział, że jest gotów pomóc w leczeniu babci i spłacić długi, jeśli dziewczyna zgodzi się zostać jego żoną.
Młoda dziewczyna długo się wahała. Przerażały ją jego siwe włosy, powolne ruchy i różnica wieku. Jednak strach przed ponownym pozostaniem z niczym okazał się silniejszy. W końcu się zgodziła.

Ślub był mały i cichy. Kilku krewnych, babcia — i to wszystko. Dziewczyna czuła wstyd i starała się nie podnosić wzroku.
Wieczorem po raz pierwszy została z nim sama.
W sypialni panowała nienaturalna cisza. Położyła się wcześnie, odwróciła twarzą do ściany i udawała, że śpi, bo bała się dotyku, bała się nieznanego, bała się tego, co starzec mógłby z nią zrobić.
Mąż wszedł później. Zobaczył śpiącą żonę i nawet jej nie obudził. Zgasło światło. Łóżko lekko skrzypnęło. Dziewczyna zacisnęła powieki i znieruchomiała.
Noc minęła… inaczej, niż się spodziewała.
Rano obudziło ją dziwne uczucie. Dziewczyna gwałtownie usiadła na łóżku, nie rozumiejąc, co właściwie wydarzyło się w nocy, gdy spała. Pokój był zalany światłem, a mąż siedział pod ścianą, już ubrany, jakby nic się nie stało.
I właśnie wtedy zrozumiała: tej nocy wydarzyło się coś strasznego…
Dziewczyna pojęła, że w nocy nawet do niej nie podszedł. Cicho przykrył ją kołdrą i poszedł spać do innego pokoju. Na tę myśl ogarnął ją wstyd z powodu własnego strachu.
Rano obudził ją zapach jedzenia. Ostrożnie wyszła z sypialni i zatrzymała się w drzwiach kuchni. Mąż stał przy kuchence i przygotowywał śniadanie.
— Już się obudziłaś — powiedział spokojnie, nie odwracając się. — Siadaj, zaraz będzie gotowe.
W milczeniu usiadła przy stole, wciąż nie wiedząc, jak się zachować.
Postawił przed nią talerz, po czym usiadł naprzeciwko.

— Wiem, jak bardzo jest ci trudno — powiedział. — Boisz się, i to jest normalne.
Dziewczyna powoli skinęła głową.
— Nie zamierzam cię do niczego zmuszać — ciągnął. — Będziesz miała tyle czasu, ile potrzebujesz.
Podniosła na niego wzrok.
— I niczego ode mnie nie oczekujesz? — zapytała.
— Nie — odpowiedział spokojnie. — Dam ci czas, żebyś się przyzwyczaiła. A jeśli kiedyś mnie pokochasz, to powinno się to stać nie ze strachu, lecz dlatego, że sama tego zapragniesz.
Długo milczała, a potem cicho powiedziała:
— Dziękuję.