Na początku nikt nie zwracał uwagi na kobietę siedzącą w pierwszym rzędzie, dopóki nie ogłoszono jej imienia i kim naprawdę była. Po tym wszyscy zaniemówili ze zdumienia.
W samolocie nic niezwykłego się nie działo, aż nagle poczuto silne wstrząsy, światła na sekundę zgasły, a stewardessa podniosła głos, szybko wzywając wszystkich do zapięcia pasów.

Pasażerowie spanikowali, ale nikt nie zwracał uwagi na kobietę w pierwszym rzędzie — spokojną, w eleganckim garniturze, z otwartą książką w rękach, która w ogóle nie uległa panice.
Zawsze była taka: cicha, powściągliwa, nie szukająca uwagi. Nikt nie wiedział, kim naprawdę jest, nie znali jej imienia ani celu podróży.
Podróżowała na cywilnym rejsie w ramach tajnego zadania, a jej rangę znało bardzo niewielu, jeśli w ogóle ktokolwiek mógł ją sobie wyobrazić.
Po kolejnym wstrząsie stewardessa, zakłopotana, podeszła bliżej, a system, z powodu jakiegoś błędu technicznego, przeszedł w tryb awaryjny i przez głośniki rozległo się ogłoszenie:
— Uwaga, cały personel pokładowy. Prosimy o okazanie dokumentów…
Wszyscy wyciągnęli paszporty i pokazali je po kolei, tylko kobieta pewnie pozostawała na swoim miejscu, nie wykazując żadnych oznak dziwnego zachowania ani nie wyjmując paszportu do kontroli.
Stewardessa przeszła między rzędami, a następnie podeszła do kobiety i, widząc, że ta nie okazuje dokumentu, powiedziała:
— Co, czekasz na specjalne zaproszenie? Nie słyszałaś, że trzeba pokazać paszport?

Powiedziała to jeszcze raz, ale reakcja kobiety się nie zmieniła, co już ją wyprowadziło z równowagi. Krzyknęła na nią przy wszystkich, nazwała ją oporną i po raz trzeci zażądała okazania paszportu.
Kobieta wysłuchała tego wszystkiego, wstała i wyjęła z kieszeni nie paszport, lecz inny dokument.
Gdy stewardessa i cały personel samolotu zobaczyli ten dokument, zamarli z szoku, nie wierząc w to, co właśnie się ujawniało. To, co zrobiła kobieta, pokazując dokument, po prostu wszystkich oniemiało.
Kobieta powoli odwróciła swoje imponujące ciało, a w tym momencie głos z głośników znów się przerwał, jakby system próbował przywrócić działanie.
Na dokumencie zabłysnął srebrzysty symbol — nie paszport, lecz międzynarodowe służbowe poświadczenie komisarza klasy „A”, o którym ludzie zwykle słyszeli tylko w miejskich legendach.
Funkcjonariusze tego szczebla brali udział w najbardziej tajnych operacjach i nigdy nie pojawiali się w zwykłych lotach pasażerskich… chyba że sytuacja była skrajnie krytyczna.
Stewardessa natychmiast zbledła. Zrobiła krok w tył, jakby bała się nawet spojrzeć kobiecie w oczy. Piloci, usłyszawszy przez łączność krótkie, lecz precyzyjne ogłoszenie:
— Komisarz Rейн, tożsamość potwierdzona — zrozumieli, że na pokładzie znajduje się osoba, której rozkazy są wyżej niż jakiekolwiek oficjalne protokoły.
Pasażerowie nerwowo spojrzeli po sobie. A kobieta, zachowując zwykły spokój, zamknęła poświadczenie i cichym, lecz stalowym głosem powiedziała:
— Na pokładzie jest osoba, która próbowała uzyskać dostęp do moich ruchów. System się nie „zepsuł” — to była próba włamania.

Stewardessa spojrzała na nią z dezorientacją.
— Włamanie… do systemu lotniczego?.. Ale kto…?
Kobieta obeszła ją, poruszając się pewnie i bezszelestnie, jak ludzie przyzwyczajeni do działania pod presją. Udała się prosto do piątego rzędu.
Pasażer przy oknie najpierw próbował udawać, że nic nie rozumie, ale gdy ich spojrzenia się spotkały, mężczyzna napiął się, jakby miał wstać.
— Siedź na miejscu — powiedziała tak spokojnie, że mężczyzna zastygnął. — Zbyt długo mnie obserwowałeś. I zbyt szybko pomyślałeś, że możesz zniknąć w tłumie.
Samolot wypełnił się szeptem, a kobieta po raz pierwszy od początku zamknęła książkę, którą trzymała w rękach.